Andrzej nie pamiętał dokładnie, od czego się zaczęło – czy to zainteresowanie historią PRL-u uczyniło go kolekcjonerem, czy też pasja zbierania skierowała jego uwagę na ten okres historii Polski. Swoją pasją żył nieustannie od niemal trzydziestu lat! Początkowo okazy zdobywał bez konieczności wydawania pieniędzy. Dziadek pozwalał mu buszować po piwnicy, babcie pokazywały stare czasopisma z robótkami, a wujowie co i rusz podsyłali mu coś pocztą. Kolekcja rozrastała się w błyskawicznym tempie i zajmowała coraz większe przestrzenie domu. Ku wielkiej radości rodziców, a dużo mniejszej radości żony, po ślubie zabrał wszystkie starocie (jego zdaniem ZABYTKI) do nowego mieszkania.
Część jego kolekcji była wyeksponowana, a “wystawy” zmieniały się regularnie, co dawało Andrzejowi pretekst do zapraszania gości i snucia niekończących się anegdotek na temat papierków po cukierkach, elektroniki, znaczków pocztowych, zabawek, pudełek po środkach czystości, okularów czy etykiet z puszek po konserwach.
Przez ileś lat Andrzej udzielał się na popularnych forach hobbystycznych. To wtedy po raz pierwszy zaczął przeznaczać część oszczędności na zakup nowych zabytków. Zwykle wystarczyło niewiele, czasem jednak konieczne było wydanie kilkudziesięciu, a nawet kilkuset złotych. Gdy fora tematyczne straciły na popularności, Andrzej bez wahania przeniósł się do błyskawicznie rozwijających się mediów społecznościowych, gdzie dołączył do szeregu publicznych i prywatnych grup osób takich jak on – zafascynowanych przeszłością zamkniętą w przedmiotach codziennego użytku. Zdarzyło mu się wystawić na sprzedaż kilka “powtórek” lub wymieniać się nimi z innymi kolekcjonerami.
Chociaż wiedział, że w internecie należy zachować ostrożność, zwłaszcza w kwestii pieniędzy, nigdy nie sądził, że oszuści szukaliby okazji wśród ludzi zainteresowanych tak niszową dziedziną. Andrzej przekonał się niestety, jak błędne było to przekonanie.
Jak zwykle po sobotnim obiedzie zaczął przeglądać w telefonie najnowsze wpisy na ulubionych grupach poświęconych antykom i pamiątkom z ubiegłego wieku. Czytał ogłoszenia sprzedaży lub zapytania internautów poszukujących szczegółowo opisanych przedmiotów. Od jakiegoś czasu rzucały mu się w oczu posty Mariusza Kwiatkowskiego, który pojawił się w społeczności relatywnie niedawno. Miał jednak sporą wiedzę i niemało do zaproponowania – oferował wymianę, sprzedaż i kupno okazów godnych każdego wytrawnego kolekcjonera.
Andrzej widział, że pod niektórymi postami ciągnęły się długie dyskusje, a czasem nawet licytacje. Mariusz wstawiał przykładowo zdjęcie zestawu srebrnych łyżeczek i ogłaszał, że czeka na oferty zakupu w komentarzach. Wyścig rozkręcał się powoli, ale po kilkunastu godzinach nabierał tempa – nieśmiałe 20 zł na początku szybko zmieniało się w 380 zł, 520 zł, by przekroczyć nawet 1000 zł. Andrzej nie przepadał za rywalizacją, więc omijał szerokim łukiem tego typu posty, czasem wzdychając nad straconą okazją.
Niestety tej soboty Mariusz Kwiatkowski wystawił na sprzedaż coś, czego Andrzej nie potrafił zignorować. Był to jeden z pierwszych komputerów produkowanych w Polsce, przedmiot bardzo rzadko wystawiany na sprzedaż. W pierwszej chwili Andrzej uznał, że zaryzykuje i poda swoją propozycję ceny w komentarzu, jednak po chwili wahania rozmyślił się i napisał tylko: “Szkoda, że znowu licytacja. Może innym razem mi się uda. Powodzenia :-(“. Okazało się, że to ten komentarz przykuł uwagę Mariusza, który niedługo później odezwał się do Andrzeja w prywatnej konwersacji.
Mariusz: Cześć, wciąż zainteresowany komputerem?
Andrzej: No pewnie. Ale nie biorę udziału w licytacjach.
Mariusz: Spoko, rozumiem. Widzę, że jesteś wkręcony w temat. Mogę zrobić wyjątek i Ci go sprzedać. Jeśli się dogadamy co do ceny ;-).
Andrzej: Okej! Jakie masz oczekiwania?
Mariusz: Zaproponuj coś :D.
Andrzej: Daj mi chwilę. Wrócę dzisiaj.
Mariusz: 👍
Andrzej zaczął przeglądać sieć. Archiwalne aukcje, dyskusje na innych grupach i starych forach hobbystycznych. W końcu uznał, że jest gotowy przedstawić Mariuszowi ofertę.
Andrzej: Jestem. 2500?
Mariusz: Oj, sorry, ale to trochę za mało. Ten sprzęt jest w bardzo dobrym stanie. Wysłać Ci więcej zdjęć?
Andrzej: Od czegoś chciałem zacząć ;-). Wyślij zdjęcia. Masz też oryginalne opakowanie?
Mariusz: Niestety, opakowanie nie przetrwało próby czasu. Tu masz fotki.
Ich rozmowa trwała kilka godzin. Oprócz dyskusji na temat adekwatnej ceny poruszyli też inne wątki, wymienili się zdjęciami ze swoich kolekcji. Mariusz wyznał, że jakiś czas temu zdecydował się na ograniczeniu jej do starych zabawek, gier planszowych i płyt winylowych, a że niedawno stracił pracę, postanowił sprzedać kilka “rarytasów” i podreperować budżet domowy.
Mariusz: Żona marudzi niemiłosiernie. Że nie mamy kasy, a dom zamienił się w graciarnię. Gdyby nie ta robota, to jakoś bym ją przebłagał. No ale dzieciaki trzeba ubrać, wysłać na wycieczkę, zapłacić za zajęcia sportowe. Wiesz, jak jest.
Andrzej: Nawet nie mów. Moja też ciągle powtarza, że nie da się ze mną żyć, a moja kolekcja to siedlisko roztoczy.
Mariusz: Tak! Moja tak samo! Haha.
Andrzej: Ale nie narzekam. Niczego nie wyrzuciła bez mojej zgody, a raz na jakiś czas dostaję od niej coś do kolekcji.
Mariusz: Wow, to szacunek dla żonki.
Wieczorem ustalili, co następuje: Andrzej przeleje na konto Mariusza 2000 zł zaliczki, a 1500 zł ureguluje po otrzymaniu przesyłki. Tak też się stało – po zleceniu transakcji Andrzej pobrał potwierdzenie i przesłał je Mariuszowi na komunikatorze. Mariusz odpowiedział mu zabawnym gifem, po czym obiecał wysłać paczkę kurierem już w poniedziałek, zatem we wtorek miała być dostarczona.
Oczywiście rzecz potoczyła się zupełnie inaczej.
We wtorek Andrzej poprosił Mariusza o link do śledzenia paczki, na co Mariusz najmocniej przeprosił – nie zdążył nadać jej w poniedziałek, miał urwanie głowy z innymi wysyłkami. Do środy jednak chciał się ze wszystkim uwinąć. W środę znowu przeprosił, obiecując, że wyśle komputer w piątek. Gdy w kolejny poniedziałek Andrzej planował napisać do Mariusza w poważniejszym tonie, odkrył, że został przez niego zablokowany, co uniemożliwiło mu nawiązanie kontaktu. Zaczął przeglądać grupę, gdzie wszystko się zaczęło. Możliwość dodawania komentarzy pod postami Mariusza została przez niego wyłączona.
Andrzej napisał wiadomość do administratora grupy, który odpisał, że otrzymał już kilka podobnych skarg odnośnie do tego samego użytkownika. Zalecił zgłoszenie sprawy na policję, zwłaszcza że doszło do kradzieży. W ciągu kilku dni na różnych grupach, gdzie Mariusz w ostatnim czasie się udzielał, zaczęły pojawiać się posty – od administratorów lub innych użytkowników – ostrzegające przed tym oszustem.
Jak działają oszuści w grupach tematycznych na kanałach social mediów:
- Oszust pojawia się na grupie i przez kilka-kilkanaście tygodni ogranicza swoją aktywność do fachowych komentarzy lub pytań.
- Gdy staje się rozpoznawalny jako aktywny grupowicz, zaczyna wystawiać przedmioty na sprzedaż – z początku drobiazgi za kilka-kilkanaście złotych, kilka osób potwierdza nawet, że przesyłka dotarła. Nikt da się jednak stwierdzić, czy te informacje są autentyczne.
- Z czasem wystawia coraz ciekawsze obiekty. Daje kilka-kilkanaście dni czasu na licytację i po ich upływie ogłasza wynik. Zdjęcia i opisy wystawianych przedmiotów pochodzą najczęściej z archiwalnych ogłoszeń ze znanych portali sprzedażowych.
- Oszust umawia się na płatność ze zwycięzcą licytacji. Zdarza się też, że czeka na komentarz podobny w treści do wiadomości Andrzeja – osoby zdeterminowanej do zakupu, a przy tym niechętnej do udzielania się bezpośrednio pod postem.
- W ten sposób może rozpocząć prywatną konwersację – czasem za pośrednictwem komunikatora, czasem przez SMS-y, rzadziej maile. Daje ofierze oszustwa poczucie, że jest wyjątkowa – to dla niej zrezygnował z licytacji, bo rozpoznał w niej prawdziwego konesera, takiego jak on! Wzbudza zaufanie poczuciem humoru, nawiązuje do rzekomo podobnych doświadczeń i zainteresowań, czasami wspomina o trudnej sytuacji prywatnej lub zawodowej.
- Aby uśpić czujność, dzieli umówioną kwotę na dwie części. W ten sposób ofiara oszustwa jest przekonana, że zyskała zabezpieczenie – sprzedawca miał otrzymać pozostałe pieniądze po dostarczeniu paczki.
- Oszust nigdy nie zamierza niczego wysłać, a kilkukrotne przeprosiny i wyznaczanie kolejnych terminów dają mu czas na zatarcie śladów np. likwidację konta w banku.
- Gdy ofiara zgłasza sytuację do administratorów grupy i na policję, oszusta jest bardzo trudno namierzyć.
Jak nie wpaść w pułapkę fałszywego sprzedawcy:
- Unikaj zakupów bezpośrednich od sprzedawców indywidualnych na portalach social mediów. Takie zakupy nie są w żaden sposób zabezpieczone. Wybieraj portale sprzedażowe, które oferują bezpieczne formy płatności i posiadają wewnętrzny czat do komunikacji ze sprzedającym/kupującym.
- Nigdy nie zgadzaj się na omawianie warunków sprzedaży lub wysyłki poza czatem na oficjalnej platformie sprzedażowej. W ten sposób tracisz zabezpieczenia zapewniane Ci przez platformę. Trudniej też przez to zachować relację sprzedawca-klient, co sprzyja podaniu oszustowi większej ilości informacji na Twój temat.
- Trafiasz na cudowną ofertę? Nie możesz uwierzyć, że spotkało Cię takie szczęście? Zatrzymaj się i przeanalizuj dokładnie sytuację. Zbyt dobre oferty to sygnał ostrzegawczy.
- Masz wątpliwości – zrezygnuj z zakupu, a podejrzane konto zgłoś administratorom platformy – niezależnie od tego, czy trafiasz na nie na social mediach czy platformie sprzedażowej.
Próbę wyłudzenia lub kradzieży zgłoś do CERT Polska (www.incydent.cert.pl). Jeśli doszło do wyłudzenia, zgłoś oszustwo na policję!