Pan Staś, właściciel niewielkiej, lokalnie działającej firmy sprzątającej, od początku stawiał na jakość. Zainwestował więc już na starcie w profesjonalną stronę internetową i wizytówkę w popularnej wyszukiwarce internetowej, po czym zajął się tym, co robił najlepiej – ciężką pracą. Słyszał co i rusz o możliwości pozycjonowania strony, ale zniechęciła go wizja pisania i publikowania treści. Dlatego, kiedy fundusze na reklamę się skończyły, postawił na pocztę pantoflową. I to działało! Aż do momentu, gdy jeden z nowych klientów mimochodem zauważył: „Panie Stanisławie, robota super, ale dobrze się w tym internecie pokazać. Trzeba by w pozycjonowanie zainwestować!”. Staszek przyznał mu rację, ale… zwyczajnie nie miał na to czasu. Potrzebował prostego, szybkiego rozwiązania.
I oto, jak na zawołanie, zadzwonił telefon. Po drugiej stronie słuchawki uprzejma pani przedstawiła się jako przedstawicielka firmy „Informator regionalny” – rzekomo blisko powiązanej z popularnym gigantem internetowym.
Oferta brzmiała idealnie: proste, skuteczne i, co najważniejsze, niewymagające wysiłku pozycjonowanie strony. „To dla mnie!” – pomyślał uradowany Stanisław.
Konsultantka była mistrzynią wywierania presji. „Tylko teraz, panie Stanisławie, w ramach naszej rozmowy, mogę Panu zaproponować bardzo korzystny rabat. Musimy się decydować, bo promocja kończy się jutro o tej porze!”. W pośpiechu, wzmocniony nadzieją na szybkie efekty, Pan Stanisław pobieżnie przeczytał niejasną i zawiłą ofertę, po czym zgodził się i wpłacił pierwszą, niewielką kwotę.
Jego firma powoli się rozkręcała, choć trudno było mu ocenić, czy to zasługa nowej „usługi”, czy rosnącej liczby pozytywnych opinii pod wizytówką w przeglądarce. Sielanka skończyła się, gdy telefon zadzwonił ponownie w sprawie kolejnej opłaty. Tym razem Stanisław nie był przekonany, więc postanowił zakończyć współpracę. Wtedy ton rozmowy się zmienił. Pani stała się stanowcza: „Umowa, którą pan podpisał, zobowiązuje pana do regularnych opłat przez najbliższe dwa lata! To jest wiążący, prawny kontrakt!”.
Rozpoczęła się spirala stresu. Pani dzwoniła regularnie, upominając się o pieniądze. Biznes, zamiast szybować, raczej stał w miejscu. W kasie trzeba było wygospodarować niemałe środki na opłacenie ZUS-u, pracowników i podatków, a tu dochodził ten nieszczęsny abonament za reklamę, która nie przynosiła spektakularnych korzyści.
Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Po dwóch latach udręki Pan Stanisław odetchnął z ulgą, płacąc ostatnią fakturę. Ku jego przerażeniu, wkrótce usłyszał, że fakt opłacenia ostatniej faktury jest traktowany jako rodzaj zgody na przedłużenie umowy na kolejny okres!
W sumie na ten „interes” wydał ponad 40 000 złotych w ciągu 3 lat. Stracił nie tylko ogromne pieniądze, okupił to wszystko stresem, zmęczeniem i ogromnym zwątpieniem we własne możliwości.
W końcu, przełamując wstyd, Stanisław zadzwonił do twórczyni swojej strony. Opowiedział jej całą historię. W odpowiedzi usłyszał to, czego podświadomie się obawiał: padł ofiarą oszustwa. Twórczyni strony nie była nawet zdziwiona. Wyjaśniła Stanisławowi, że z podobnymi formami oszustw na pozycjonowanie spotkała się już kilkakrotnie. Razem przyjrzeli się „umowie”, którą podpisał. Okazało się, że nie był to nawet standardowy kontrakt na usługi reklamowe, a jakiś strzępek regulaminu dotyczącego RODO, zawiły, niezrozumiały i niekompletny. To była tylko zasłona dymna – służąca uwiarygodnieniu oszustwa.
Jeszcze przez jakiś czas Staszek był nękany telefonami od przedstawicieli rzekomej firmy i straszony, że brak opłat spowoduje przekierowanie sprawy na tory sądowe. A przeciwnikiem będzie potężna firma technologiczna… Za namową twórczyni strony przestał odpowiadać na telefony i groźby. Zgłosił też sprawę na policję. Ostatecznie zamknął działalność i na jakiś czas ograniczył korzystanie z internetu. Potrzebował czasu na podreperowanie zdrowia i nabranie dystansu. Dopiero gdy wróciły mu siły fizyczne i psychiczne zaczął rozglądać się za nowymi możliwościami.
Aby nie wpaść w sidła cyberoszustów podszywających się pod znane firmy, zwróć szczególną uwagę na następujące aspekty:
- Presja czasu i pośpiech: żadna poważna i wiarygodna firma nie będzie wywierać presji na natychmiastową decyzję pod groźbą utraty „promocji” czy rabatu. Presja czasu to element oszustwa.
- Brak transparentności i niejasne warunki umowy: wymagaj zrozumiałego opisu oferty (szczegółowy opis usługi, konkretnych, mierzalnych celów i sposobu raportowania efektów). Nie podpisuj dokumentów i umów, których nie rozumiesz.
- Opłaty: uważaj na umowy zawierane na dłuższy czas (np. 2 lata) i stałe, miesięczne opłaty – to stały dopływ gotówki dla oszustów. Zanim podpiszesz umowę, daj sobie czas na weryfikację firmy.
- Informacje o firmie w sieci: wystarczy proste wyszukiwanie! Jeśli ktoś oferuje usługi, powołując się na znaną markę, sprawdź dokładną nazwę firmy oferującej usługę (np. „Informator regionalny”) w wyszukiwarce wraz z hasłami: „oszustwo”, „scam”, „opinie negatywne”. Prawdziwe korporacje odcinają się od sprzedaży usług reklamowych przez telefon i ostrzegają przed oszustami.